PODZIEL SIĘ

czarnecka5Karolina Czarnecka jest aktorką, studentką IV roku Akademii Teatralnej w Warszawie oraz absolwentką Wydziału Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku. Zajmuje się również piosenką aktorską, a przełomem w jej karierze był udział w 35. Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Na koncie ma EPkę „Córka” oraz wiele zagranych koncertów promujących to wydawnictwo. Nam udało się porozmawiać z Karoliną podczas jej wizyty we Wrocławiu przy okazji koncertu w kawiarni Autograf przy Imparcie.

Łukasz Sidorkiewicz: Nieczęsto występujesz ze swoimi piosenkami w wersji akustycznej. Tym razem w Imparcie tak to zabrzmiało. Na początku chyba trochę się stresowałaś, ale niepotrzebnie.

Karolina Czarnecka: Faktycznie, stresowałam się. Nie koncertuję aż tak dużo. Ale po wydaniu płyty przyzwyczaiłam się, że koncerty odbywają się raczej w tłocznych klubach, gdzie jest dym, elektroniczna muzyka i wszyscy skaczą. Tutaj była inna atmosfera – zagraliśmy akustycznie i tak miało być. Cieszę się, bo na koncertach w klubach staram się urozmaicić występ poprzez różne kostiumy. Ostatnio do mojego zespołu, w skład którego wchodzi DJ i perkusja dołączyła sekcja dęta. Dodatkowo ciekawostka: to moi kumple z podstawówki, do tego bracia.

Jakich ludzi się spodziewałaś na widowni? Patrząc po wszystkich osobach, które przybyły na koncert stwierdziłem, że to jest zdecydowanie świadoma publiczność. Na szczęście średnia wieku nie była zbyt niska.

Szczerze mówiąc początkowo miałam faktycznie takie obawy. Był również moment, kiedy znajomi w szkole mi dogryzali przekornie mówiąc: „I co, chciałaś, żeby Twoją publicznością była gimbaza?” wiedząc, że nie. Chociaż ja nauczyłam się pokory. Podczas nagrywania płyty padały pytania: „No dobrze, ale do kogo chcesz z tą płytą trafić”? Pomyślałam: „Kurczę, czy ja naprawdę chcę zadawać sobie takie pytanie?”. Czy to może przypadkiem nie chodzi o przełożenie swoich uczuć i emocji tak, aby to one trafiały do ludzi? Dlatego dzisiaj patrząc na zebraną publiczność byłam bardzo mile zaskoczona. To jest niesamowite! Kiedyś rozmawiając z L.U.C.’iem usłyszałam od niego, że chciałby, aby na jego koncertach pojawiały się zarówno stare babcie jak i małe dzieci. Co prawda u mnie nie było takich osób na koncercie, ale były też młode dziewczęta… i starsi panowie.

Od razu uprzedzam, że nie jestem w ogóle w temacie aktorstwa. Czy samo śpiewanie i piosenka aktorska jest drogą, którą się równolegle szlifuje i można – ale nie trzeba – realizować w szkole aktorskiej?

Na akademii lub w szkole teatralnej jest przedmiot „Piosenka Aktorska”. Każdy musi przez niego przejść, bo w wielu spektaklach są przecież piosenki. Są też musicale i różne formy teatralne, więc aktor powinien je umieć wykonywać. Ale rzeczywiście to indywidualny wybór. Ja pomyślałam, że chcę robić coś więcej. Miałam koleżankę, która studiowała i żeglowała. Pomyślałam, że chciałabym mieć również jakieś hobby, jednak na żeglarstwo nie mam czasu. Trochę szkoda mi czasu, bo ja wszystkiemu mocno się poświęcam. Zdając na studia wyższe, nie rozważając innej opcji poza aktorstwem pomyślałam, że może warto zapewnić sobie rozrywkę w tym temacie. Postanowiłam więc, że pojeżdżę sobie na przeglądy piosenki. Zaczęłam od Przeglądu Piosenki Agnieszki Osieckiej, potem byłam na kolejnym, gdzie totalnie mi nie poszło. W końcu byłam również na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej. W sumie na trzech. Na zasadzie: „Chciałabym”.

Zwieńczeniem nauki w szkole zazwyczaj jest udział w jakimś konkursie. A czy konkretnie Przegląd Piosenki Aktorskiej jest celem samym w sobie, do którego wszyscy starają się dążyć?

Myślę, że dla aktorów – studentów akademii teatralnej – zwieńczeniem szkoły jest Przegląd Szkół Teatralnych w Łodzi. Odbywa się co roku. Przyjeżdżają tam wszystkie szkoły z dyplomami, które zostały zrealizowane w danym roku. Przegląd Piosenki Aktorskiej myślę, że jest raczej dodatkiem. To nie jest cel wszystkich… A może dla niektórych jest?

Rozmawiałem kiedyś z Taylorem McFerrinem, którego wszyscy określają mianem „Syna Bobby’ego McFerrina”. Powiedział mi, że już trochę się do tego przyzwyczaił, że wszyscy go kojarzą w ten sposób. Masz świadomość, że możesz być postrzegana przez pryzmat utworu „Hera, Koka, Hasz, LSD”? Nazwisko Czarnecka może im nic nie mówić, ale w połączeniu z tą piosenką – jesteś bardzo rozpoznawalna.

czarnecka3Nie miałam takiej świadomości. Ale znacząca była sytuacja, kiedy spotkałam się z moim bratem, który jest w gimnazjalnym wieku, oraz jego kumplem. Ten widząc mnie powiedział: „O! Hera Koka!”. Ale ja nie miałam takich celów. Pochodzę z Białegostoku, gdzie były propagowane hasła „Twórzmy Sztukę”, „Underground”, więc wszyscy zdawali sobie sprawę, że na tym „fejmie” mi nie zależy. Wręcz nawet koledzy z roku się naśmiewali, że otworzę jakiś teatr w stodole i tam będę sobie tworzyć, jak np. Gardzienice. Ale okazało się, że nie, bo zdobyłam ten fejm. Na początku było mi z tym ciężko. Serio! Wszyscy dziwili mi się gdy mówiłam, że mam doła i źle się z tym czuję. Przez długi czas miałam do siebie pretensje, jednak pomyślałam: to, że ten film trafił do internetu to nie moja wina. A że zrobiłam tę piosenkę tak, a nie inaczej – biorę za to pełną odpowiedzialność. Chciałam zrobić piosenkę aktorską i ją zrobiłam. Wiem, że będę przez nią tak kojarzona. Ale to super! Trzeba w takim razie postawić sobie nowe cele!

A Ty jadąc na PPA zdawałaś sobie sprawę z tego, że jesteś tam „alternatywą” prezentując odmienną formę i treść niż inni?

Miałam przygotowane trzy piosenki: Brela, Pugaczowej oraz The Tiger Lillies. Finalnie jednak śpiewa się dwie. Zaśpiewałem „Herę Kokę”, po czym komisja już od pierwszego etapu powtarzała mi: „Ale w tych dwóch utworach musi się znaleźć Hera Koka!”. To była moja interpretacja – trochę zabawa. Nie jechałam z ciśnieniem myśląc, że mam świetną piosenkę i genialny bit. Wiedziałam, że nikt nie ma bitu, ale wciąż było to dla mnie totalne zaskoczenie.

Wtedy się jeszcze nie spodziewałaś, ale czy później żałowałaś tego, że ludzie zaczęli źle interpretować tę piosenkę? Tak samo przecież było z teledyskiem – ludzie spodziewali sie chyba fajnej, skocznej imprezki. To co zobaczyli – ludzi po przejściach – odebrali bardzo moralizatorsko i raczej bez aprobaty.

To tak, jakby mnie ludzie pytali w którym miejscu jest pochowany mój mąż!

No tak – bawmy się. Ja jestem jak najbardziej za tym, żeby się bawić. Absolutnie nie chcę mówić ludziom jak mają żyć! Tylko, podkreślam to cały czas – to nie są moje słowa! To jest moja interpretacja piosenki Tigersów. Podejrzewam, że oni mogli coś takiego przeżyć. Miała jeszcze piosenkę Brela, gdzie podmiot liryczny śpiewał o tym, że zmarł jej mąż. To tak, jakby mnie ludzie pytali w którym miejscu jest pochowany mój mąż! A ja bym im odpowiadała: „Ale ja nie mam męża! Ale ja nie mam i nie miałam męża!”. Analogicznie: „Czy Pani ćpa”? Ale jakie to ma znaczenie? Wszyscy oczekują takiej spowiedzi, że za sprawą tego teledysku, to ona jednak faktycznie chyba nie ćpa… Teledysk był po prostu zwieńczeniem tej sytuacji. Chciałam to zamknąć, zrobić klamrę, żeby nie było wątpliwości, że „Au! To boli!”.

Wyświetleń jest mnóstwo, ale Ty oprócz jakiegoś „fejmu” nie zgarnęłaś z tego żadnej korzyści finansowej. Pomyślałaś wtedy, że trzeba złapać byka za rogi i wydać płytę? I czy ta płyta to sposób na dalsze podtrzymanie swojego wizerunku w mediach?

Takie były też głosy z boku, że muszę to zrobić. Prawdopodobnie dlatego też powstała ta płyta. Gdybym chciała nagrać album bez tego, to byłobym mi o wiele trudniej. Po drugie zrobiłabym to w kompletnie innym czasie. Z pewnością chciałam ten wizerunek również podtrzymać, ale podtrzymuję się w swoim tempie. Nie rzucam się na okładki gazet, bo stwierdziłam, że moim celem jest raczej Paszport Polityki, a nie niepotrzebny rozgłos. Mam mnóstwo pomysłów, które chciałabym zrealizować i mam nadzieję, że będą się podobać ludziom. Bo sztukę robi się nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla ludzi. Każdy, kto coś zrobi chce, aby inni go docenili. To miłe uczucie – jest wówczas wymiana energii. Dlatego będę szlifowała dalej ten diament.

A może prostsze byłoby klepanie dalej rzeczy w stylu „Hera Koka”? To wtedy by trafiało do szerszego grona odbiorców.

czarnecka1To nie jest takie proste! <śmiech> „Hera Koka” też nie była taka prosta. Wiesz co… Pewnie tak. Mogłabym wykupić jeszcze jakąś piosenkę z bałkańskimi rytmami, napisać polski tekst… Mogłabym, ale nie chcę. Ja jestem trochę typem męczennika – im ciężej tym lepiej. Jest piętno, ale ocieram łzy mówiąc: „Nie będę tylko Herą Koką”! To ja! Karolina Czarnecka!

No dobra, ale ja wciąż mam mały problem muzyczny. Muszę tę płytę jakoś zaklasyfikować: nie wiem czy to jest dzieło muzyczne, czy to jest sztuka aktorska, czy może bardzo ładnie opakowany audiobook?

To ciekawe, ale nie odpowiem Ci na to pytanie… To moja EPka – „Córka”. Powstała na zasadzie mojej intuicji, bo zostałam wrzucona w ten świat muzyczny w momencie, gdy o tym aktorskim wiedziałam już sporo. A o muzycznym – trzy przeglądy i tyle wiem od kuchni, bo jeżeli chodzi o słuchanie – mam swoje typy muzyki i nie wyobrażam sobie bez niej życia. Ale zostałam rzucona w ten wir i jedyne co mogłam zrobić słuchając wielu rad i sugestii, to po prostu posłuchać swojej intuicji i zrobić tę płytę po swojemu, z czego jestem bardzo dumna. Ja wiem, że jest dziwna. Wiem, że ciężko ją sklasyfikować. Tyle, że nie myślałam efektem, a raczej historią. Poznałam Walczaka – świetny dramaturg. Pomógł mi to uporządkować – moją historię spisał w słowa. Poprosiłam różnych artystów o stworzenie muzyki do poszczególnych utworów względem tego w jakim momencie Tina, czyli bohaterka płyty, obecnie się znajduje. Stąd płyta przechodzi w klubowe rytmy, bardziej dzikie. Rozdział czwarty jest otwarty, więc to niedokończona historia. Nie wiem, czy to można nazwać audiobookiem. Jest tam mało śpiewania, bo dopiero teraz badam siebie i patrzę jak śpiewam. Koncerty z kolei są inne niż płyta. Jestem w stanie na więcej sobie pozwolić. Wiem jak reaguję na scenie muzycznej, bo to coś zupełnie innego niż na deskach teatru.

No to kto Ci te bity składał? Słychać tutaj niesamowity przekrój popkultury: od trapów przez techno po electro…

Dlatego, że w zależności od tego w jakim momencie się znajdujesz, taka muzyka gra dookoła Ciebie. Po kolei: Stefan Wesołowski, Siwak, który skomponował muzykę do rozdziałów z narracją, zespół Wschód, który jest odpowiedzialny za te trapy i tłuste bity. Pochodzą z Białegostoku i są świetni! No i L.U.C. skomponował ostatni utwór – „Demakijaż”. Mam nadzieję, że nikogo nie pominęłam.

Ta współpraca z L.U.C.’iem od czego się zaczęła? Domyślam się, że coraz więcej przebywałaś we Wrocławiu, gdzie stacjonuje L.U.C.

We współpracy najciekawsze jest spotkanie. Im więcej ludzi poznasz tym zmagania artystyczne będą ciekawsze.

Prawda jest taka, że to ja wydzwaniałam do L.U.C.’a i prosiłam, żeby się zgodził. To jest smutne, ale ta iskra zapaliła się w momencie, gdy L.U.C. spadł z zapadni na PPA. Ja stałam pod tą sceną i pomyślałam sobie, że kiedyś razem coś zrobimy. A jak już wybuchła ta „Hera Koka”, to szukałam odpowiednich muzyków do współpracy, bo w tej współpracy najciekawsze jest spotkanie. Im więcej ludzi poznasz tym te zmagania artystyczne będą ciekawsze. Ogólnie w sztuce chodzi o spotkanie – niezależnie od tego, czy to artysta-widz czy artysta-artysta. Ale nie dość, że do każdego utworu inny artysta komponował muzykę, to wciąż czułam niedosyt ludzi. Dodatkowo Wrocław miał duże znaczenie w moim rozwoju i coś we mnie odblokował. Myślę, że dla L.U.C.’a też to była dziwna sytuacja. Bardzo się z nim utożsamiłam i doszłam do wniosku, że chyba razem spadliśmy z tej zapadni. Ujęłam to bardzo metaforycznie, pojechałam do niego, zapukałam do drzwi i złożyłam propozycję. Zgodził się. Jest niesamowitym człowiekiem i bardzo dużo mu zawdzięczam. Nie skąpi wiedzy i doświadczenia, które już ma. Jest otwarty, dzieli się spostrzeżeniami, a gdy trzeba – potrafi nawet być ostry.

Jak się kończy historia Tiny? Wiem, że to rozdział zamknięty, ale na pewno Ty masz dla niej jakieś zakończenie.

Powiem szczerze, że ten rozdział był już napisany! Ale ja wierzę w takie rzeczy jak magia, przyciąganie i prorokowanie. Nie chciałam zatem niczego przewidywać. Dałam wolną wolę wszechświatu i nie wiem co się wydarzy. Ale coś na pewno! W tym momencie utożsamiam się z Tiną. Ale nigdy nie wiesz jaka będzie przyszłość.

A co z okładką? Jesteś utalentowana w wielu dziedzinach sztuki, ale czy malarstwo i projektowanie jest również wpisywaniem się w tę sztukę?

Niestety nie. Chociaż ostatnio zaczęłam malować. Gdy jesteś muzykiem to masz obiekt, przez który przelewasz te emocje. W aktorstwie to Ty jesteś tym obiektem i wszystko siedzi w środku. Więc zaczęłam malować. Są to malunki na zasadzie „biorę farby i maluję, aby to wyrzucić z siebie”. Ale nie na tyle, aby swoje dzieła pokazywać światu. Okładkę zaprojektował Egdar Bąk. Świetny grafik. Było kilka motywów, które rozwijał ale ten projekt finalnie zdobi okładkę. Ostatnio ktoś się mnie zapytał „Skąd ten różowy u Ciebie, Karolina? Czyżby pod publiczkę?”. Ja bardzo lubię kolor różowy, nie wiem jak Ty. <śmiech>

Nigdy właściwie nie zadaję tego pytania, bo go nie lubię, ale słysząc ten przekrój muzyczny zżera mnie ciekawość. Ostatnio moje koleżanka redakcyjna zapytała Adriannę Styrcz o płytę, której w ostatnim czasie słuchała i którą może polecić. Po długim zastanowieniu się wymieniła właśnie Twój album. Strasznie mnie to zdziwiło – czy Wy macie ze sobą jakieś powiązanie? To pierwsze pytanie. A drugie: co tak naprawdę gra u Karoliny Czarneckiej?

No to tak… Adzie zapłaciłam za to… <śmiech> Ja z kolei polecam Sinusoidal! Bardzo jest mi miło, że Ada poleciła moją płytę. A tak na poważnie: mój akustyczny repertuar jest bardzo kobiecy i nie będę oryginalna jeżeli powiem, że Kasia Nosowska jest moją guru. Nie będę oryginalna jeżeli powiem, że Maria Peszek jest moją guru. Nie będę oryginalna jeżeli powiem, że siostry Przybysz są moimi idolkami. Ale teraz moją inspiracją jest… Skrillex! <śmiech>

Zostawmy na razie muzykę, bo Ty pojawiłaś się ostatnio na deskach teatru i to nie u byle kogo – u Krystyny Jandy. Czy w momencie kiedy zdobyłaś popularność otworzyły się drzwi do występowania tam? Czy po prostu te drzwi są otwarte, ale inną drogą trzeba do nich dotrzeć?

czarnecka2To na pewno ułatwia start, chociaż czasami utrudnia. Ale to nie jest ważne którędy należy wejść. Po prostu trzeba wejść! Ludzie się boją. Z moją kumpelą stwierdziłyśmy przed PPA, że trzeba uderzać do reżyserów. To co? Krystyna Janda? Jak my to zrobimy? Po prostu – poszłyśmy i się dostałyśmy. To nie są duże role. Ale zawsze coś. Bardzo się cieszę, dlatego nie jestem gołosłowna mówiąc ludziom: Próbujcie! Próbujcie po prostu! To się udaje – nie wychodźcie z innego założenia! Odpowiedzą, że mi łatwo jest coś takiego powiedzieć, bo mam na koncie „Herę Kokę” i mnie wszyscy chcą. Ja już wcześniej próbowałam, uderzałam i na swojej skórze sprawdziłam, że można. Można umniejszać temu, ale ja sama zrobiłam tę piosenkę i pojechałam na PPA. Oczywiście przy pomocy profesora Przybylskiego, który podrzucił mi ten utwór i przy pomocy Andrzeja Perkmana, który podrzucił mi bit. Inaczej nie byłoby tej piosenki, oczywiście. Ale to ja się zdecydowałam, że pojechałam na pierwszy etap. Przeszłam do drugiego, przeszłam do trzeciego. Tak to się zdarzyło. Przypadek? Nie sądzę.

Powiedz jeszcze nad czym teraz pracujesz. Jest szkoła, są studia. Propozycje pewnie spływają. Czy muzycznie będziesz wpadać już na szczyty list przebojów?

W głowie brzmi mi przysłowie, że będę chwytać wszystkie sroki za ogon. A obecnie są to moje trzy sroki: muzyka teatr i film. Myślę, że w pewnym momencie życia zdecyduję na czym się skupić. Teraz nie jestem w stanie wybrać. Miałam jeden dyplom w szkole. Drugi dyplom chcę zaliczyć „Pożarem w Burdelu” – jest to grupa teatralna, która kroczy po cienkiej linii pomiędzy teatrem Grotowskiego a teatrem Żebrowskiego. Czyli pomiędzy teatrem wspólnoty a teatrem komercji. Jest mi tam dobrze. To teatr intensywnie działający, improwizowany, który bardzo prężnie się rozwija i ma premiery co miesiąc. Jest mnóstwo pracy! Są koncerty, jest OCH-Teatr… Te propozycje jakoś nie spływają nagle z nieba, abym miała dylemat co wybrać. Raczej wszystko dzieje się po kolei. Mama by mi powiedziała, aby nie zapeszać. A ja będę zapeszać – nie bójmy się mówić, że jest dobrze, bo jest! A czy planuję listy przebojów? No tak, myślę, że nagram konkurencję do „Ona Tańczy Dla Mnie” – to jest mój cel! Pomału, pomału i zdobędę to! <śmiech>

A Twoja mama nie mówi: „Córko, zmieniłaś się”?

Moja mama ćpa razem ze mną herę, więc luz!:-)

Wywiad wyemitowany został w Radiu LUZ dn. 14.02.2015. Dziękujemy kawiarni Autograf przy Imparcie za umożliwienie przeprowadzenia wywiadu.