PODZIEL SIĘ

DIGIT ALL LOVE od roku 2014 współpracują z nową wokalistką, która przejęła rolę Natalii Grosiak – Joanną Piwowar-Antosiewicz. Porozmawialiśmy z nowym składem zespołu przy okazji ich występu w programie Nut Ferment realizowanym przez wrocławski Teatr Muzyczny Capitol.

Łukasz Sidorkiewicz: Jak przebiegały przygotowania do Nut Fermentu?
Joanna Piwowar-Antosiewicz: Właściwie tak, jak do każdego innego występu. To ja wybrałam ostateczną piosenkę i nagrałam Maćkowi moją wersję wokalu. On zrobił resztę.

A jak podobało Wam się wykonanie waszego utwory przez Neony? Im było chyba trudniej, bo stylistycznie tworzycie bardzo odmienną muzykę. Chociaż finalnie przyznali, że utwór bardzo przypadł im do gustu.

digit_all_love_01Joanna: Wydaje mi się, że nie było słychać tego, że im ten utwór mógłby nie siedzieć. I to jest kluczem do robienia coverów. Jeżeli nie masz przekonania do utworu i swojego pomysłu na ten utwór, to robienie go nie ma najmniejszego sensu. Jeżeli zabierasz się za własną interpretację, to robisz to po coś. Chcesz na swój sposób opowiedzieć historię, coś innego z niej wyłuskać… Im się to udało.

Chyba nigdy nie unikniecie pytania i porównania o poprzednie Digit All Love. Wy grałyście z poprzednim składem. Jak teraz współpracuje się Wam z Asią?

Olga Kwiatek: To bardzo trudno jest rozpatrywać. Dziewczyny są różne. Zarówno Natalia jak i Asia wnoszą do zespołu inne emocje. Dostaliśmy nową energię i cieszymy się, że możemy dalej tworzyć.

Ewa Hofman: Raczej nie porównujemy, że obecnie mogłoby nam czegoś brakować w nowym składzie w porównaniu do poprzednich lat. Ja bardziej odczytuję to jako nasz rozwój, kolejny etap. Tamten etap był świetny, ten ma również nową, fajną jakość. Nie porównujemy tego, że mogłoby nam czegoś brakować.

Olga: Mamy bardzo dobre wspomnienia. Trochę lat razem pograłyśmy z Natalią (Grosiak – przyp. redakcja) i bardzo się dalej przyjaźnimy. Prawie sąsiadkami jesteśmy. Utrzymujemy wciąż fajne relacje.

Ewa: Ale z Asią też się zaprzyjaźniamy.

digit_all_love_05Olga: Chociaż nie mieszka we Wrocławiu – może to jest ten jedyny minus.
Joanna: Mieszkałam kiedyś przez 5 lat… Trzeba było wtedy… <śmiech> A tak poważnie – wydaje mi sie, że ten temat jest już zamknięty. Ja się też z Natalią znam o wiele dłużej – razem startowałyśmy w tych samych przeglądach poezji śpiewanej. Ona już wtedy z zespołem Mikromusic – ja z zespołem Trzy Dni Później. To byłaby inna atmosfera, gdybym przyszła do zespołu u szczytu popularności. To by było trudne. Ale to pewien etap. Każdy odkrył nowe drogi, realizuje się. Jesteśmy w takim wieku, że możemy podjąć świadomie decyzje bez żadnych emocjonalnych reakcji. Myślę, że w tym przypadku właśnie tak to się potoczyło.

Może to nie do końca trafne porównanie, ale może to powoli przypominać losy zespołu Varius Manx.

Joanna: Bez przesady, oni mieli mnóstwo wokalistek! Z resztą wiele z ich decyzji odnośnie zmian było bardzo kontrowersyjnych.

Ale wokal rzutował bardzo na ich stylistykę. Tutaj odbiór może być podobny.

Joanna: Ja myślę, że płyta „Augusta” jest odpowiedzią na te obawy. Z jednej strony może zaczęliśmy mówić trochę innym językiem, ale myślę, że zalążki tego były już wcześniej. To nie było coś zupełnie nowego. Jakby przeszperać dyskografię zespołu, to bez problemu znajdą się podobne utwory. Z resztą dlatego też gramy je na koncertach. Niektóre nawet wpisują w naszą trochę mroczną już konwencję. Myślę, że znaleźliśmy bardziej albo mniej świadomy złoty środek.

Wydaje mi się, że faktycznie jest sporo mroku. Zarówno ja, jak i niektórzy fani zarzucaliśmy Wam jeszcze jako Ms No One, że większość utworów jest bardzo smutna. 

Joanna: W takim razie to nie są fani, bo fani nie mają z tym problemów. <śmiech> W tak na poważnie – to jest mój język muzyczny. Budowałam go przez lata. Mając 15 lat filtrowanie rzeczy, które widzę miałam podobne jak teraz. Ja mam taki sposób wypowiedzi, Mela koteluk ma inny. Najważniejsze jest to, że mam do niego przekonanie. Jeżeli przyjdzie taki dzień, że bedę chciała zaśpiewać o tym, że słońce jest wszędzie, to zaśpiewam. Póki co trochę inne rzeczy wyłuskuję.

Jeszcze jako Ms No One zbieraliście przez Internet pieniądze na wydanie płyty, tutaj historia się powtórzyła. To był Twój pomysł?

Joanna: Nie, to był pomysł Maćka. On zarządza sprawami organizacyjno finansowymi. Wiedział ile i czego nam brakuje.

digit_all_love_04Ewa: Czasami musimy pchnąć Maćka w stronę fanów. Pojawiają się zatem z naszej strony takie inicjatywy. Tak było również w przypadku zbiórki pieniędzy na płytę. Stąd pojawiały się krótkie filmiki z podziękowaniami i informacjami.

Olga: To wynika z wielkiej skrytości Maćka. Emocje kryje w sobie. Wyraża je poprzez muzykę – nie uzewnętrznia słownie.

Wypuściliście też teledysk do „Will You Dare”. Mocny przekaz, sporo kontrowerji. Mnie zszokował.

Joanna: A co Cię w nim zszokowało?

Symbolika i mnogość interpretacji.

Joanna: Mieliśmy propozycje estetyki klipu i jego zwiastuny dostaliśmy wcześniej. Ktoś bardzo chciał iść mrokiem. To jest trochę pułapka, bo wydaje mi się, że niektóre rzeczy należy realizować w kontrze. Jakby ktoś słuchał tego utworu to faktycznie może myśleć o pewnego rodzaju pomroczności. Natomiast teledysk jest z jednej strony barwny, a z drugiej niepokojący. Myślę, że to głównie zaleta Róży (występująca w teledysku – przyp. redakcja), która jest bardzo plastyczna. Niewiele musiała robić. Po prostu tworzyła klimat. Nie przepadam za klipami, które na siłę próbują forsować fabułę. Pokazaliśmy niepokój w innej estetyce niż piosenka. Chociaż… może to mnie mało rzeczy szokuje, bo ja z takimi emocjami nie miałam problemu.

Tobie też kiedyś mówiłem, że jesteś mocno zapracowaną osobą: Ms No One, Digital Love, Trzy dni Później… No i Eklektik Session. Pamiętam poprzednią edycję festiwalu PUNKT, kiedy to Adrianna Styrcz i Natalia Lubrano zrobiły na nim świetną robotę. Wy pracowałyście również przy pierwszym Eklektiku.

digit_all_love_02Olga: To jest bardzo ciekawa inicjatywa. Fantastyczne jest to, że można poznać różnych muzyków z różnych kręgów muzycznych. To eklektyczne łączenie form muzycznych, stylów i oczywiście też krajów. Dla mnie to było kolejne wyzwanie. Ale z drugiej strony też okazja do spotkania się z osobami, z którymi się przyjaźnię, ale nie zawsze mam czas się spotkać prywatnie.

Ewa: Tu należy wspomnieć o Bondzie. To jest jego pomysł i on tam rządzi. To osoba, która spina wszystko organizacyjnie. Każdy z nas wnosi coś do projektu. Każdy muzyk przychodzi ze swoim światem muzycznym i wnosi w niego część tego, co tworzymy razem.

I okazało się, że kawałki Digit All Love dobrze wpisują się w konwencję festiwalu – zostało wykonane na scenie w poszerzonym składzie i z obrazkiem.

Joanna: Bond gdy do mnie zadzwonił, od razu wiedział które utwory będą pasować. Sam koncept głębi jako motywu przewodniego miał w głowie już przez dłuższy czas, kiedy Maciek przesłał mu gotowe miksy utworów. Wówczas zadzwonił i powiedział, że ten utwór idealnie by się wpasował. To się połączyło również z naszymi koncertami. Zagraliśmy dwa nasze utwory w ciekawym, międzynarodowym składzie. To było super!

I dotarliśmy do zespołu Trzy Dni Później. Ja szczerze mówiąc o Was wcześniej nie słyszałem, ale sami mówicie, że jeżeli jeszcze o nim nie słyszeliście, to nie szkodzi. Dotarł do mnie ostatni album, ale okazuje się, że przed nim były jeszcze dwa wcześniejsze.

Gdy ty dojrzewasz jako człowiek też pojawiają ci się inne potrzeby. Zarówno artystyczne jak i muzyczne.

Joanna: W tym roku dokładnie wypada 15-lecie naszej działalności. Gramy z tej okazji parę koncertów. Oczywiście jesteśmy dalekie od robienia benefisu naszych utworów sprzed 15 lat, bo to jest słabe. I w związku z tym nagrałyśmy w zeszłym roku płytę. Akurat z Trzy Dni później mamy taką prawidłowość, że nagrywamy płyty co cztery lata. Ale w międzyczasie gramy. Oczywiście masz rację mówiąc, że jest cicho. Natomiast to że jest cicho nie znaczy, że nic się nie dzieje. W tym „międzyczasie” brałyśmy udział w spektaklach w Teatrze Roma, gdzie powierzono nam kwestię stworzenia oprawy muzycznej do spektaklu „Zabawki Pana Boga” z utworami Komedy. Same robiłyśmy wszystkie aranżacje. Potem ja napisałam muzykę do „Spisku w Łodzi”. Generalnie nie było sytuacji, w której rozstałybyśmy się po prostu na cztery lata i nic nie robiły. Dzięki temu, że stale działamy w tym „międzyczasie”, to dochodzimy do momentu, kiedy ja układam sobie wszystko w głowie i nagrywamy kolejną płytę. Zawsze zwracałam uwagę na to, aby jednak cały album przy każdym składzie miał jakąś koncepcję, a nie, by był tylko zbiorem ośmiu numerów. Ale w Trzy Dni Później ukształtowałam sobie to myślenie. Dla mnie ten zespół jest fundamentem. I to jest świetne. Ktoś mnie kiedyś zapytał jak ja jestem w stanie łączyć te wszystkie składy. To nie problem, ponieważ nie zaczęłam w nich grać w jednym czasie. Najpierw Trzy Dni Później, Ms No One dopiero od roku 2009 a z Digit All Love gramy od roku. Wszystko dzieje się etapami i da się to połączyć. Gdy ty dojrzewasz jako człowiek też pojawiają ci się inne potrzeby. Zarówno artystyczne jak i muzyczne. I to jest naturalne. Wydaje mi się, że sobie dobrze radzę, bo jestem zorganizowana.

Nieodłączną częścią płyty są robaczki, które macie również w tym momencie przypięte do swoich ubrań. Chwalicie się również innymi gadżetami Waszej produkcji.

Joanna: Jednego z tych robaczków dostałam od Mikołaja pod postacią mojej siostry.

digit_all_love_03Olga: Żuczki są zamówione i zrobione przez wrocławską artystkę Annę Jur, która funkcjonuje pod nazwą Szarakowo. Robi to ręcznie – wszystkie są ręcznie malowane co sprawia, że są unikatowe.

Ewa: Dodatkowo potrafi wszystko zrobić w ekspresowym tempie! To był nasz bardzo spontaniczny pomysł przed trasą, że może Ania by nam te żuki namalowała. Ale czy zdąży? Ania dzięki bogu, chociaż pracując po nocach, wyrobiła się. Najważniejsze, że wyszły przepięknie.

A wpasowanie się ich w płytę? Gdzie jest ten pukt, który łączy album z owadami?

Ewa: Mi lato nieodłącznie kojarzy się z owadami, wyjazdami pod namiotami, ćmy, komary… Płyta wyszła latem, nosi tytuł „Augusta”, więc mi się to naturalnie łączy.

Olga: Koncepcja była autorki okładki. My się do tej koncepcji dopasowałyśmy.

Na koniec chciałem się jeszcze dowiedzieć co z Ms. No One?

Joanna: W porządku – spotykamy się regularnie na próbach w Tychach. Akurat mamy ten komfort, że nie mamy aktualnego kontraktu, więc nie mamy ciśnienia. Na spokojnie selekcjonujemy utwory. Jest bardzo ciekawie, ponieważ ja jestem bogatsza o doświadczenia z Digit All Love i Trzy Dni Później. Gitarzysta gra w black metalowym zespole Tau, więc muszę stwierdzić, że jest bardzo ciekawie na próbach. Stwierdziliśmy, że teraz nieco inną kolejność przyjmiemy. Poprzednio wypuszczaliśmy singla a dopiero po połowie roku płytę. Singla wypuścimy dopiero, kiedy będziemy mieli całą płytę. Robimy wszystko na spokojnie – nikomu się nie śpieszy.

Rozmawiali: Joanna Piwowar-Antosiewicz, Olga Kwiatek, Ewa Hofman, Łukasz Sidorkiewicz.